Lebkowski.info ,,Winning popularity contests since `85''

maciej lebkowski Z zamiłowania tworzę strony internetowe. Moje teksty mają na celu opisanie niektórych fragmentów internetu, którego ta strona jest częścią. Konserwatywny, pewny siebie, niekonwencjonalny - to wady czy zalety? Sprawdź! maciej łebkowski

następna notka
Wakacyjnie
Adresy
niezmienny adres
komentarze

ROTFL!

22 września 2004

Wstęp

Dzień miał 27 godzin, a noc była jeszcze dłuższa.


Treść notki

[8.oo, 21.09] Wstałem dość wcześnie jak na wakacje, bo byłem umówiony. Rano znalazłem jeszcze kilka minut na zrobienie kremu do ciasta, które tworzyłem na imprezę.

[8.5o, 21.09] Na niepodpisanej karcie miejskiej też da się jeżdzić, a zmywacz do paznokci potrafi robić cuda. Poza tym, wyobrażacie sobie, ze ode mnie do szkoły jedzie się w 15 minut? To było dla mnie znacznie za mało tego dnia.

[9.2o, 21.09] No tak, jak zwykle muszę sobie poczekać na termin spotkania. Moja przesadna punktualność (a raczej przychodzenie wcześniej) jest moją zmorą. Na szczęście Piotrek przyszedł na czas. No ale spotkanie było nieprzemyślane -- w szkole nie było żadnego nauczyciela, z którym chcielibyśmy pogadać. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy, że pojedziemy do niego, bo ma coś do załatwienia.

[1o.oo, 21.09] Chwilkę czasu spędziliśmy na łażeniu po internecie, żeby w końcu wybrać się z mamą Piotrka do Ikei. Do tego sklepu powinno się wchodzić z biletem i przewodnikiem. W tzw. międzyczasie kupiliśmy szwedzkie chipsy i okazało się, że jedliśmy takie same, skandynawskie, słodycze. Potem wstąpiliśmy jeszcze do Carefoura, co zajęło nam trochę za dużo czasu, wiec nie wyrobilibyśmy sie na 12.45 do szkoły. Pozwoliło nam to zamontować kupioną właśnie półkę. Tu też mieliśmy poślizg. W drodze do szkoły zjedliśmy w/w chipsy, ktore okazały sie mało chrupiące -- ale dało sie do nich szybko przyzwyczaić. Zdziwilo nas też, że w składzie były tylko trzy rzeczy (ziemniaki, olej roślinny i sól), żadnych dodatków, emulgatorów, etc. Do szkoły trafiliśmy...

[13.3o, 21.09] ...kilka minut po dzwonku na przerwę. Pani M. aka Iłosz była zachwycona osiągnięciami Piotrka, jednocześnie musiała się z nami podzielić refleksiami nt. przygotowań Agnieszki do egzaminów (która nie dostała się na medycynę AFAIR). Prawdą jest, ze w/w wciągnęła się trochę za bardzo w olimpiade polonistyczną i zabrakło czasu żeby nauczyć się wystarczająco na te dość trudne egzaminy. Jednak przez panią Olę przemawiało co innego. Ja tam sie w to nie zagłębiam, bo z Agnieszką w bliższych stosunkach nie jestem.

Następnie poszliśmy pod salę, gdzie lekcje miała Mrs. Witek. Pod ową zaczepiły nas lokalne dresy, ale sam nie wiem czemu nie dałem sie sprowokować. Na korytarzu oni mieli przewagę i to bylo oczywiste, dlatego wdaliby się w jakieś sprzeczki słowne bez problemu. Ciekaw byłbym tylko ich min, kiedy przywitalibyśmy się z Witek. ;-) Ta lekcja była ciekawa. Przypomniały mi sie zajęcia z pierwszego semestru 4. klasy i wcześniej. Dogadaliśmy się co do spotkania absolwentów (czyli ekipy nieśmiertelnej 4K), pochwaliliśmy się zdjęciami z jachtów, pokazalismy zadania z egzaminów na PW. Było fajnie.

[15.oo, 21.09] Do domu przyszedłem trzy godziny później, niż to planowałem, ale to nie zepsulo moich planów. Zaopatrzony w kisiel i dotatki zakupione zarówno po powrocie, jak i wcześniej w Carefourze, poszedłem na imprezę do Wiktora.

[18.00, 21.09] Przebiegu ipmrezy nie sposób opisać. Chili było dobre, piwo inaczej nam sie udało, filmy... Dogville na początku wydawało mi się strasznym gniotem, ale z czasem nabierałem do tego filmu szacunku i jakby zrozumiałem go po raz drugi. To prawie tak jak z nauką - trzeba sie przespać po wkuwaniu, zeby cokolwiek pamiętać. Sens życia - n/c. Identity - whoa, przed filmem wypiłem mocną czarną duszkiem, co zapewniło mi niezastąpione wrażenia. Na koniec Green Mile, która była dobrym filmem, ale stanowczo za długo sie kończył.

No i został nam kisiel na rano... OMG, zjadłem mniej niż .5l, ale mam dość na najbliższy rok. ;-) To tak w skrócie. No i jeszcze jedno. Tego dnia zrozumiałem co to znaczy: rolling on the floor laughing. Momentami po prostu nie mogłem wytrzymać, padałem na ziemie i sie śmiałem.

Sen był przekorny. Przez ostatnie kilka dni na jachcie dwa lub trzy razy śniło mi się, ze byłem już w warszawie. Co więcej, po przebudzeniu myślałem, że to prawda, a zetknięcie z rzeczywistością było bolesne. ;-) Tym razem śniło mi się,ze wstaję w niedzielę rano i mam jakieś 30 minut do autobusu. Ciekawe.

Komentarze

Masz coś ciekawego do dodania? Skontaktuj się ze mną prywatnie. Zerknij na metody kontaktu.

Strefa III Rzeczpospolitej – NIE dla Kaczystanu!