Lebkowski.info ,,Winning popularity contests since `85''

maciej lebkowski Z zamiłowania tworzę strony internetowe. Moje teksty mają na celu opisanie niektórych fragmentów internetu, którego ta strona jest częścią. Konserwatywny, pewny siebie, niekonwencjonalny - to wady czy zalety? Sprawdź! maciej łebkowski

poprzednia notka
Fiszka bardziej dostępna
następna notka
Wiosna 2005
Adresy
niezmienny adres
komentarze

Kupowanie komputera

19 lutego 2005

Wstęp

Nadszedł ten dzień, kiedy oprócz standardowego "czegoś na obiad" trzeba było wstąpić do sklepu po komputer. Chodźmy najpierw do tego sklepu na rogu, może będzie coś ciekawego — powiedziała.


Treść notki

2,5KPLN, jeden dzień, dwie osoby, jedno umilające życie urządzenie. Roadmap wyglądał prosto: najpierw składamy ogólny komputer, potem ewentualnie modyfikujemy na miejscu i zobaczymy ile wyjdzie. Formatowy komputer wydawał nam się niezły, ale chyba nie dość dobry. Za dużo było ale i trzeba by było się jeszcze nad nim zastanowić. Dlatego poszliśmy do "tego sklepu na rogu".

Miła, fajna obsługa. Składanie komputera zaczęło się od podstawowego pytania - "do czego?", a odpowiedź "nie do gier" zaoszczędziła jakiś tysiąc złotych. "HT nas nie interesuje" było oszczędnością kolejnego pół tysiąca. No i po kilku minutach był już złożony - 256 RAM, Radek 9250, Sempron 2400+. Wyszło niedużo, więc do tego monitor LCD, prosty, ale kosztował tyle, co komputer.

Mając taki zestaw w pamięci poszliśmy do FORMATu. No i się zaczęło. Miła pani może i chciała nam doradzić, ale miałem dziwne wrażenie, że jedynym kryterium była cena. Sorry, ale kolor monitora może jest istotny, ale nie wart 200zł, a 3D max na ćwierć giga ramu pływa idealnie. Końcowy koszt: prawie 3000zł. Obgadaliśmy sprawę przy lodach i zrezygnowawszy z FORMATu wróciliśmy do pierwszego sklepu. Do zestawu dodaliśmy drugie 256 RAMu i faktura: 2550PLN.

Dwa dni później komputer był już gotowy. Nie oznacza to wcale, że można go było używać. Pierwszym problemem był Windows 2000, który nie wiedzieć czemu wysypywał się w losowych momentach. Zupełnie losowych. Diagnoza (wystawiona za którymś z kolei razem) - płyta! Tak więc zgodnie z zasadą: "spróbujemy, może zadziała" płyta została nagrana raz jeszcze, ale prędkością 16x (poprzednio było 52x).

Pomogło, ale życie jest ciężkie. ;-) W pewnym momencie instalator powiedział, że nie może zweryfikować "czegośtam" i dalej nie ruszył. Prób było kilka, efektu żadnego. Pomogło o dziwo wyjęcie płyty z napędu. :) Proces potem śmignął nam przed oczami i chwilę później Windows poprosił nas o hasło. Khm, jakie hasło? Przy kolejnej próbie instalacji okazało się, że poprzednio ominęło nas kilka okienek dialogowych (zapomniał czy co?). Szczęśliwie za n-tym razem wszystko poszło dobrze i Win2k przywitał nas radośnie.

Pierwszy błąd wyskoczył podczas próby wgrania serowników do ekranu, ale jeszcze nigdy w życiu nie dałem się pokonać windowsowi i tego dnia nie było inaczej. Problem dało się łatwo obejść. I działało. Nawet problem z brakiem dźwięku nie był dla nas wyzwaniem - źle włożona wtyczka. :)

I kiedy już wszystko miało być dobrze... Piksel! Wredny, mały, zielony, sub, piksel. Okazały się dwie rzeczy: że sklep wcale nie był otwarty do 19. tego dnia; że takie rzeczy się zdarzają i dopóki subpiksel nie będzie miał dwóch kolegów, to nie mamy co reklamować. No i cała sprawa zakończyłaby się w ten oto ugodowy sposób, gdyby nie upór i determinacja Małgosi (wspierana przez Joannę i jej tatę). Poszła walczyć o swoje piksele i wywalczyła. Nie straszne jej były wlepione w nią dwa małe subpiksele wrednej ekspedientki i spokojnie stwierdziła: to ja chce go wymienić. No a co! :D

Gośka wygrała. Nie przestraszyła się też gróźb, że w nowym LCD napewno wyskoczą jej dwa subpiksele. Pan Michał, który z nami składał komputer i przez cały czas wydawał nam się miłą i jedyną pozytywną postacią z Telewoltu zdradził nam, że nigdy wcześniej nie wymieniali nikomu monitora. Hmm, no, no, Gosia, poradzisz sobie w życiu.

Przekonani, że nas nienawidzą w tym sklepie (ale szczęśliwi) wróciliśmy do domu. Jeszcze przez jakiś czas będą nam się śniły koszmary o kupowaniu dyskietek z badsektorami i subpikselach, wyskakujących jak pryszcze na cerze dorastającego młodziana, ale przecież trzeba walczyć o swoje, prawda? Prawda?

Komentarze

Masz coś ciekawego do dodania? Skontaktuj się ze mną prywatnie. Zerknij na metody kontaktu.

Strefa III Rzeczpospolitej – NIE dla Kaczystanu!