Z zamiłowania tworzę strony internetowe. Moje teksty mają na celu opisanie
niektórych fragmentów internetu, którego ta strona jest częścią.
Konserwatywny, pewny siebie, niekonwencjonalny - to wady czy zalety? Sprawdź!
maciej łebkowski
Już od dłuższego czasu Bosu nosił się zamiarem założenia drużyny i wystartowania w jakiejś lidze. W tym roku nasz team w końcu powstał i zaczął grać.
Wczoraj, w sobotę, 3. września o godzinie 16.40 przyszło nam stoczyć pierwszą batalę w Akademickiel Lidze Szóstek Piłkarskich. Przed meczem nastroje byly mieszane. Jeszcze nie wiedzieliśmy, jak to wszystko będzie wyglądało, czy sobie poradzimy, etc, etc. Jednak duch walki kazał nam... walczyć. 
Zebraliśmy się na miejscu pół godziny wcześniej. Nasz skład nie wyglądał optymistycznie. Sześć osób (brak zmian), brak podstawowego składu. Szczerze mówiąc liczyliśmy na szczęście i niską przegraną.
Po kilku słowach od kapitana wyszliśmy na boisko. Gra nie była na wysokim poziomie. Żadna z drużyn nie stwarzała zbyt wielu sytuacji. Sytuacja zmieniła się w rugiej połowie, kiedy pod moją bramką robiło sie coraz tłoczniej. Na szczęście - ulga - Adam strzelil bramkę. W końcu, po wielu nieudanych sytuacjach piłka wpadła do bramki. Odetchnęliśmy z ulgą.
Jednak wtedy gra dopiero się zaczęła. Nasi przeciwnicy rzucili się do odrabiania strat, a my powoli traciliśmy siły, gubiliśmy się w obronie, graliśmy chaotycznie. Czasami nawet wyjście z własnej połowy sprawiało nam problem. Po kilku minutach, stało się, straciliśmy bramkę, a tym samym wyrównał się wynik meczu. Wyrównał, jeśli chodzi o strzelone bramki, bo my już prawie nie mieliśmy sił grać. W międzyczasie Sebastiana zaczęły łapać skurcze, Tomek narzekał na kondycję, a reszta już dawno straciła ochotę do biegania. Chyba każdy stracił wiarę w to, że można strzelić bramkę na 2:1.
Jednak jakieś 12 minut przed końcem półgodzinnej połowy meczu siły witalne powróciły. Adam zaczął wypuszczać sie w długie rajdy, mijając kolejnych przeciwników, Bosu mu wtórował, nawet Seba zapomnał o tym, że minutę wcześniej nie mógł chodzić. Poświęcenie się opłaciło. Wyszliśmy na prowadzenie po kolejnej akcji Adama. Wiele z nich również zmarnowaliśmy, ale - jak mówią - nikt nie będzie pamiętał gry, a liczy się wynik. Ostatnie dziesięć minut to w zasadzie obrona wyniku i czasami kontry.
Wygraliśmy. Dawno się tak nie cieszyłem z wygranej. Gra nie była spektakularna, ale to przeanalizujemy sobie kiedy indziej i wyciągniemy wnioski. Dla ligi liczy się jedno: trzy punkty i świetny start. Oby tak dalej.