Czwarte Metro http://lebkowski.info Maciej Łebkowski, to co wiem, to co umiem, zostawiam tu,żeby się podzielić pl 720 http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/pl/ puck@dx.one.pl (Maciej Łebkowski) puck@dx.one.pl (Maciej Łebkowski) Delta RSS, http://delta.lebkowski.info/rss http://blogs.law.harvard.edu/tech/rss Strona zamknięta http://lebkowski.info Witam. Z dniem 12 września 2006 r. witryna lebkowski.info zostaje zamknięta z powodów osobistych. Na serwerze można obejrzeć archiwalną kopię materiałów, które były zamieszczone na witrynie. Niektóre rzeczy mogą nie działać poprawnie. Dziękuję za uwagę. Sun, 31 Dec 2006 23:59:59 +0200 http://lebkowski.info/#strona+zamknieta Komercha http://narzekasz.pl/blog/2006/08/komercha <strong>**Gościnnie z narzekasz.pl:**</strong><br> W dzisiejszych czasach trudno przejsc ulica nie spotykajac po drodze Ajaxu. Piekny, niesamowity, robi wszystko i jest najlepszy. No a poza tym uzywa go Twoje regionalne Kolo Gospodyn Domowych. Niestety -- otaczaja nas ze wszystkich stron i nie ma sposobu na obrone -- reklamy. To one kreuja nasz swiat. Tue, 15 Aug 2006 21:54:03 +0200 http://narzekasz.pl/blog/2006/08/komercha#komentarze Dwa projekty do wzięcia http://lebkowski.info/arch/2006/07/dwa_projekty_do_wziecia?rss Jak już pisałem, do mojej skrzynki mailowej, a czasem nawet i na jabbera lub telefon, trafiają ludzie, którzy potrzebują tanich i profesjonalnych usług związanych z tworzeniem stron internetowych. Pisałem również, że ja takimi projektami nie jestem zainteresowany. Dlatego szukam młodych i zdolnych, którzy chcąc dorobić na boku chętnie zajmą się kilkoma projektami.<p>Obecnie mogę zlecić zrobienie dwóch stron. <p>Pierwsza jest prostą wizytówką firmy. W gre wchodzi kilka podstron (o firmie, zakres usług) plus prezentacja oferty. Tu kreatywność twórcy nie będzie sztucznie ograniczana - macie pole do popisu. Macie również możliwość szybkiego zarobku, bo klient zażyczył sobie pozycjonowania. Co z tego wytargujecie, zależy tylko od was. <p>Strona druga to troche bardziej skomplikowana sprawa. Pewna osoba, która <em>na razie</em> pragnie pozostać anonimowa, ma obecnie witrynę, która jest zbyt mało użyteczna, a jednocześnie za droga w utrzymaniu. W grę wchodzi jakaś większa inwestycja - chodzi o wdrożenie CMSa, najlepiej autorskiego (czytaj: nie joomla, etc); potrzebne jest również pozbieranie do kupy danych rozsianych po różnych zakątkach internetu (obecnie równolegle działają mniej więcej trzy strony). <p>Szukam osób, które potrafią robić strony. Osób rozumiejących takie pojecia jak użyteczność i dostępność, potrafiących zrozumieć cele witryny i dostosować ją do odbiorców. <strong>Masz umiejętności, czas i ochotę?</strong> Odezwij się do mnie. Nawet jeśli te projekty uważasz za mało ciekawe - zgłoś swoją gotowość do pracy, w przyszłości przewiduję więcej, bardziej zróżnicowanych projektów. Sun, 23 Jul 2006 14:54:14 +0200 http://lebkowski.info/arch/2006/07/dwa_projekty_do_wziecia?rss#komentarze http://lebkowski.info/arch/2006/07/dwa_projekty_do_wziecia?rss validator.w3.org po polsku http://lebkowski.info/arch/2006/07/validatorw3org_po_polsku?rss Wielu początkujących webmasterów ma problem z pisaniem poprawnego składniowo kodu (X)HTML. W takiej sytuacji z pomocą przychodzi <a href="http://validator.w3.org">validator.w3.org</a>. Niestety okazuje się, że bardzo często barierą staje się język i niezrozumiałe komunikaty. Mając to na uwadze, postanowiłem przetłumaczyć tą usługę na język polski.<p>Aby skorzystać z tłumaczenia wystarczy uzupełnić poniższy formularz. Nie powinno to sprawić nikomu kłopotów. <form method="get" action="http://delta.lebkowski.info/php/validate"><fieldset> <legend>Walidacja kodu</legend> <label>Wprowadź adres strony do sprawdzenia: <input type="text" name="uri"></label> <input type="submit" class="submit" value="waliduj"> </fieldset></form> <p>Dobrze, przyznam - funkcjonalność jest mocno okrojona. Skrypt nie ma wszystkich opcji udostępnianych przez w3, ale nie takie było założenie. Jeśli ktoś życzy sobie bardziej zaawansowanych funkcji - sprawa do przegadania, jestem otwarty. <p>Obecnie brakuje jeszcze kilku tekstów do przetłumaczenia, ale zamierzam je szybko nadrobić. Poza tym jestem świadomy dwóch czy trzech bugów, ale nie powinny sprawiać kłopotu. <strong>Miłego używania</strong>. Wed, 19 Jul 2006 22:54:05 +0200 http://lebkowski.info/arch/2006/07/validatorw3org_po_polsku?rss#komentarze http://lebkowski.info/arch/2006/07/validatorw3org_po_polsku?rss "Kocia Kołyska" - Kurt Vonnegut http://lebkowski.info/arch/2006/06/kocia_kolyska_-_kurt_vonnegut?rss Zastanawialiście się kiedyś co robili Wasi rodzice lub dziadkowie w dniu zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę? Podobne pytanie zadał sobie John, pisarz, bohater powieści Kocia Kołyska. Okazuje się, że zbierając informacje do książki "Dzień, w którym nastąpił koniec świata" poznał wiele szczegółów dotyczących jego karassu. Czym jest karass? Wszystko się wyjaśnia w bardzo nieoczekiwanych okolicznościach.<h4>Słowem wstępu</h4> <p>Muszę szepnąć słówko dlaczego w ogóle zdecydowałem się na tą właśnie książkę. Odpowiedź jest tyleż prosta, co zdumiewająca. Z chamstwa i prostactwa. :) Kolejnym czynnikiem była warstewka kurzu, odkładająca się na, muszę powiedzieć niemałej, kolekcji książek z Gazety. Kocia Kołyska miała być rzekomo książką lekką i przyjemną w czytaniu, pełną zabawnych sytuacji. Wobec takiej wstępnej recenzji nie byłem w stanie nie zdecydować się właśnie na nią. <h4>Akcja zaczyna się ospale</h4> <p>Głównym nurtem akcji jest książka, którą pisze John. Ma ona traktować o tym, co robiły wielkie osobistości w czasie zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Zalicza się do nich niewątpliwie Felix Hoenikker, jeden z ojców bomby. Niestety, podczas pisania książki naukowiec ten już nie żył, więc losy Johna zaczęły się splatać z jego trójką dzieci. <p>Bardzo szybko okazuje się, że nie tylko sam doktor Hoenikker był osobistością wybitną i wielce indywidualistyczną, ale również jego dzieci miały podobne cechy. Zbierając materiały do swojej książki, John zagłębia się w ich zwiariowane i niecodzienne życie, poznając stopniowo religię zwaną Bokononizmem. Bardzo szybko zatapia się w niej i daje temu wyraz opowiadając historię swojego karassu. <h4>Zaczęło się w San Lorenzo</h4> <p>Dalsza część zawiera fragmenty fabuły, które mogą zepsuć przyjemność czytania książki. <p>W San Lorenzo istniała jedyna regilia - Bokononizm. Jawnie twierdziła ona, że opiera się na kłamstwach i ładnej formie, ale jedynie formie. Zagłębiając się w kolejne wersety Księgi Bokonona czytelnik wpada wręcz w zadumę, jak surrealistyczną wizję prowadzi ta wymyślona na kilkutysięcznej wyspie religia. Nadaje ona niepowtarzalny smak wszystkim zdarzeniom opisanym w powieści Vonneguta. Szczególnie dobrze widać to jeśli spojrzeć na moment przybycia Johna do Republiki San Lorenzo. Fabuła prowadzona do tej pory w sposób dość racjonalny i spokojny nagle zaczyna wariować, przepełniona w absurdem na każdym kroku. Również mieszkańców wyspy nie można nazwać do końca normalnymi - napełnieni słowami Bokonona zdają się trakotować życie jako zło konieczne, nie tracąc przy tym umiejętności rozbawienia czytelnika: <blockquote><p>- Ten Frank Hoenikker jest szczęściarzem. [druga najważniejsza osoba na wyspie, przyp.]<br> - Frank Hoenikker jest gówniarzem.<br> - Można powiedzieć, że jest pan szczery.<br> - Jestem również bogaty.<br> - Bardzo się cieszę.<br> - Jeśli interesuje pana zdanie eksperta w tych sprawach, to mogę panu zdradzić, że pieniądze wcale nie dają szczęścia.<br> - Dziękuję za informację. Dzięki niej uniknę masy kłopotów, bo właśnie miałem zamiar zarobić trochę pieniędzy.</blockquote> <p>Tego typu dialogi, czasem mniej a czasem bardziej abstrakcyjne, dają wrazenie jakby rozmawiały ze sobą osoby z innych planet. Faktycznie różni ich tylko wspomniana wyżej religia. Bokononizm został wymyślony, aby dać mieszkańcom wyspy nadzieję. Opiera się na kłamstwach, które próbują przedstawić świat w pięknych barwach, oderwać człowieka od trosk i zniechęcić ludzi do przywiązania do ludzkiej formy. Bokonon bowiem ma w sobie wiele ascetyzmu i dystansu do życia. <p>I to jest moim zdaniem klucz od sukcesu Kociej Kołyski. Można ją rozumieć na wielu płaszczyznach. Osoba szukająca lekkiej książki znajdzie tu humorystyczną powieść, która opowiada o miłości, przygodzie i zwariowanej krainie; z drugiej strony wystarczy zatrzymać się na moment, żeby zobaczyć książke jako parodię religii jako idei. Również tytułowa kocia kołyska jest wyrazem bezsensu niektórych codziennych spraw. "Pole manewru" czytelnika jest bardzo szerokie, a zarazem książka utrzymuje lekką i naprawdę przyjemną w czytaniu formę. <blockquote><p>(...) Bóg pochylił się nisko, kiedy glina w postaci człowieka powstała, rozejrzała się dokoła i przemówiła. Człowiek zamrugał i grzecznie spytał: Jaki jest sens tego wszystkiego? <br>- Czy wszystko musi mieć jakiś sens? - spytał Bóg. <br>- Oczywiście - odpowiedział człowiek. <br>- W takim razie pozostawiam tobie znalezienie sensu tego wszystkiego - powiedział Bóg. <br>I odszedł.</blockquote> <h4>Zachęcam</h4> <p>Po prostu polecam jak najszybciej przeczytać. Nie bez powodu Kocia Kołyska znalazła się wśród najlepszych książek minionego stulecia. <p>"I co? I nic. Nie ma żadnego cholernego kota, żadnej cholernej kołyski." Fri, 23 Jun 2006 09:59:20 +0200 http://lebkowski.info/arch/2006/06/kocia_kolyska_-_kurt_vonnegut?rss#komentarze http://lebkowski.info/arch/2006/06/kocia_kolyska_-_kurt_vonnegut?rss Czemu zakładasz trzeciego bloga? http://lebkowski.info/arch/2006/06/czemu_zakladasz_trzeciego_bloga?rss Shrew stawia pytanie: "<a href="http://patrycja.mentis.pl/shrew-log/2006/06/15/po-co-kilka-blogow/">po co ludziom po dwa, trzy blogi?</a>". W swoich rozważaniach, które mają na nie odpowiedzieć, zamiast przekazać kilka argumentów używa kiepskiej jakości dowcipów i niepotrzebnej ironii. Dla mnie prowadzenie wielu blogów jest rzeczą naturalną i zrozumiałą; chciałbym ten punkt widzenia poparty kilkoma argumentami przedstawić również Wam. <h4>Co mówi shrew i czy koniecznie słusznie</h4> <p>Patrycja przedstawia dość niezrozumiałą dla mnie wizję, która jest obrazem pewnej skrajności. Dla niej każdy temat miałby swoje <em>własne</em> miejsce w sieci. W dodatku przedstawiła ten schemat w bardzo niefortunny sposób bo na przykładzie swojego bloga, który jest w zasadzie o wszystkim i o niczym. W takim kontekscie, kiedy żaden kawałek blogowej układanki nie pasuje do pozostałych, jestem gotowy zrozumieć powstanie takiego modelu. <p>W dalszej części zarzuca osobom dwublogowym rozdrabnianie się i niską częstotliwość pisania. Jak na przekór własnym słowom notkę kończy cytatem o tym, że liczy się jakoś, a w żadnym wypadku ilość. <h4>Co jest problemem</h4> <p>Praktyka ma to do siebie, że panują w niej elementy raczej średnie, niż ekstremalne. Mało kto zakłada bloga zamiast dodać kategorii do już istniejącego. Ja osobiście nie znam (nie czytam) lub nie pamiętam osoby, która prowadziłaby dwa blogi, które swobodnie mogłyby egzystować jako jeden twór niepodzielny. <p>Faktycznie, hipotetyczna sytuacja opisana przez shrew jest swojego rodzaju, może nie tyle problemem, co absurdem. Niestety jej notka zahacza o dużo szerszą sprawę. <h4>Kilka blogów jako rzecz zupełnie naturalna</h4> <p>Zacznijmy od tego, że blog jest tylko narzędziem, które ma ułatwiać nam publikację treści. Jedynie niesłuszne przyzwyczajenie podpowiada nam, że treści te powinny być grupowane na podstawie autora, a nie tematu, którego dotyczą. To "pamiętnikowe" korzenie bloga wpływają na takie jego postrzeganie, jak mniemam. Nikomu nawet przez myśl nie przejdzie publikować wiadomości prywatnych w serwisie dotyczącym nowości ze świata komputerów. Dla wielu - na blogach - mieszanie notek prywatnych z tematycznymi jest świetnym przepisem na polepszenie jakości swojej strony. <p>De facto, bardzo często tak się dzieje, jednak myśle, że wynika to ze specyficznego postrzegania bloga przez jego autora. "Moje miejsce w sieci" dotyczy mnie, a na mnie składa się zarówno wyjazd na wakacje jak i moja praca, w temacie której periodycznie udzielam wskazówek czy porad. Gdyby punktem centralnym (wampeterem, powiedziałby <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Wampeter">bokononista</a>) były zaś konkretne umiejętności/wiedza, wtedy notki prywatne miałyby znacznie trudniejszą barierę do pokoannia przed publikacją. <p>Jednak wracając do tematu... Nikogo nie powinno dziwić, że treść, czyli artykuły czy mniej zwięzłe publikacje, jest podzielona ze względu na swoją tematykę; i wcale nie musi być objęta patronatem bloga swojego autora. Szczególnie dobrze widoczne jest to w przypadku tak zwanych blogów eksperckich, które mniej czy bardziej (wg mnie mniej) udanie próbuje zebrać Krzysztof Urbanowicz w notce <a href="http://mediacafepl.blogspot.com/2006/05/szukam-blogw-eksperckich-w-polsce.html">o poszukiwaniu blogów eksperckich w Polsce</a>. Temat starał się trochę bardziej przybliżyć Robert <a href="http://www.webaudit.pl/blog/2006/blogi-eksperckie/">w notce na WebAudit</a>. Takie strony przeważnie cechują się dość sporą i nie byle jaką publicznością, która nie zbiera się wcale po to, żeby usłyszeć najnowszy kawał o blondynkach. <p>Popularność zobowiązuje. Poza tym, jeśli komuś zależy na abmitnym odbiorcy, musi go łechtać ambitną treścią, podczas gdy wpis o poprzednich wakacjach albo przypalonej jajecznicy jest zwykłym nietaktem. <p>Moim zdaniem są to główne powody (specjalizacja bloga oraz kryterium tematyki w miejsce kryterium autora) dla których warto "założyć sobie coś na boku". Nie mówiąc juz o tak prozaicznych rzeczach jak: <ul> <li><p>chęć docierania do różnych grup społecznych (nie każdy lubi kogel mogel w postaci przeplatańca piłki nożnej z technikami wytwarzania i grafiką komputerową) <li><p>Względy techniczne (np: jogger pozwala mi integrację z community ale jest niewygodnym blogiem) <li><p>Chęć zaistnienia w community lub jako community (pisanie blogów kilkuosobowych lub przynależność do większego systemu: jabba, jogger) <li><p>I zapewne wiele innych, które obecnie nie przychodzą mi do głowy. </ul> <p>Osoby, które skupiają się generalnie wokół jednego rodzaju wpisów często zakładają miniblogi, dzięki którym mogą swobodnie porozumiewać się ze swoimi odbiorcami na tematy zupełnie luźne lub niezwiązane z głównym nurtem bloga. <p>Uważam, że każdy temat na bloga ma swój potencjał i można mu dać szansę rozkwitu. Czasem lepiej oderwać kawałek tortu, który nie pasuje do reszty i ugotować na nim zupę, niż psuć smak całości. <h4>Moja rola w tej bajce</h4> <p>Niejako w roli posłowia napiszę kilka słów jak to było w moim przypadku. Blogując głównie w "Metrze" nie raz i nie dwa razy brakowało mi blogów wąskotematycznych, na których a to mógłbym pisać o swoich prywatnych sprawach i przemyśleniach; o kolejnych projektach związanych z www; etc. <p>W ekstremalnych momentach przesadzalem w drugą stronę, prowadząc faktycznie całą gamę blogów (myślę, że dochodziło do 4-5 miejsc, w których coś publikowałem). Obecnie jestem w takim stadium, że pomimo aktywnego prowadzenia trzech blogów nie zastanawiam się, gdzie dana notka pójdzie. Jestem również przekonany, że adresuję moje wpisy do zupełnie innych grup, które może i w pewnym stopniu się pokrywają, ale nie na tyle silnie aby dawać im wszystkim notki z jednego worka. <p>Wydzielając jeden temat inwestuję jednocześnie w jakość (zakładając, że faktycznie mam coś do powiedzenia w danej dziedzinie) - a to przynosi korzyści przede wszystkim czytelnikom, a pośrednio mi (większe grono, w dodatku ludzie rozumieją co do nich piszę). <p>Jak widać, nie stawiam na ilość (częstotliwość) wpisów. Również <em>nie zawsze</em> priorytetem jest napisanie treściwej notki. Jednak w tym całym bałaganie staram się nie pogubić, a co ważniejsze, nie powodować uczucia zagubienia u moich czytelników, co w takim kalejdoskopie notek wcale nie jest najprostszym zadaniem. Fri, 16 Jun 2006 23:23:53 +0200 http://lebkowski.info/arch/2006/06/czemu_zakladasz_trzeciego_bloga?rss#komentarze http://lebkowski.info/arch/2006/06/czemu_zakladasz_trzeciego_bloga?rss Korespondencja klasowa http://lebkowski.info/arch/2006/05/korespondencja_klasowa?rss Jakiś czas temu zauważyłem, że moje trio w postaci: CV + Projekty + bramka mailowa przynosi bardzo ciekawe efekty. Źródło tych ciekawych zachowań ludzkich, o których chcę napisać tkwi pewnie gdzieś głęboko w naszej naturze... Może nawet nie tak głęboko, w każdym razie, ja ich nie potrafię zrozumieć.<p>Moja strona jest dość przyzwoicie wypromowana w wyszukiwarkach można też znaleźć do niej odnośniki tu i tam. To sprawia, że przewija się przez nią spora ilość osób - niektóre z nich szukają konkretnych usług. <p>Dodajmy do tego zamieszczone na stronie <a href="/ja/cvpl">curriculum vitae</a> oraz listę <a href="/portfolio">projektów</a> i autor witryny, w tej roli ja, urasta powoli do roli - jeśli nie specjalisty - osoby która zna się na rzeczy. No i faktycznie tak jest, bo trochę umiem - i na razie zatrzymajmy się w tym punkcje. <p>Wspomniana w pierwszym akapicie poszukująca osoba, powiedzmy, że jest to ktoś odpowiedzialny za firmowy marketing w swojej spółce, znajduje kogoś, kto sprawia wrażenie profesjonalnego i taniego (w końcu to jakiś wolny strzelec a nie agencja) webdesignera. Tak, w tej roli ja. ;) I o ile do tego miejsca jest wszystko jasne, to dalszą część nie do końca umiem logicznie połączyć. Otóż ten miły Pan lub Pani, decyduje się na wysłanie maila do mnie z konkretną ofertą. Like -- WTF? To miło, doceniam to i uważam za komplement, ale <em>hello?</em>! Gdzie jest napisane, że świadczę jakiekolwiek usługi?! <p>Nawet przejrzałem swoją stronę w poszukiwaniu tekstów, które mogłyby na to wskazywać, jednak nie znalazłem. Może jest coś ze mną nie tak i sam nie wiem co mam na stronie? <p>Przykładowe maile od tych jakże miłych osób: <blockquote><p>Witam Pana. Znalazłem Pana stronę w internecie i postanowiłem napisać. Nie tak dawno stworzyłem swoją pierwsza stronę nad którą dośyć długo siedziałem. Wiem,że strona nie jest stworzona zbyt profesjonalnie i dlatego chciał bym, aby Pan w wolnej chwili na nią zerkął. Adres strony: www.example.com. <p>Bardzo prosze o wszelkię uwagi dotyczące błędów jakie popełniłem.</blockquote> <p>Dobra, powinienem odpowiedzieć miło i na temat, ale akurat miałem coś do roboty i mail zniknął w zakątku skrzynki pocztowej, w którym gnieżdżą się przedawnione listy. Temu panu już podziękujemy, niestety. Następnym razem polecam fora internetowe tudzież <a href="http://groups.google.com/group/pl.comp.www.nowe-strony">pl.comp.www.nowe-strony</a>. <blockquote><p>Strasznie spodobały mie się Twoje wypowiedzi i w ogóle podejscie do życia i sieci. Zazwyczaj czytuję twoje artykuły. Co jak co w końcu nadszedł czas by stworzyć własną stronę. Rzecz jasna są problemy. Jeżeli tylko mógłbys mi powiedzieć co jest nie tak w takich rzeczach byłbym dozgonnie wdzięczny: (...) </blockquote> <p>Dalej nastąpiło wymienianie rzeczy, które źle wyświetlają sie na stronce tego jegomościa. Coż, jak wyżej, polecam zahaczyć o fora lub pc.www.n-s, a wcześniej: <a href="/arch/2005/12/moja_stronia_nie_dziala_w_przegladarce_eglebegle">moja strona nie działa w...</a> i jakiś dobry kurs tworzenia WWW. Polecam również literaturę papierową. <blockquote><p>Mam problem z zadaniem domowym w Pascalu. Ma to być program w trybie graficznym. (...) POMOCY!!!!!!!!</blockquote> <p>Temu delikwentowi nawet odpisałem (coś), ale dowiedziałem się, że "już sobie znalazł". Czyli tylko mój stracony czas i nerwy (akurat jestem dzisiaj trochę zdenerwowany). <p>Zdarzają się też bardziej profitowe propozycje: <blockquote><p>Cześć , poszukuję łebskiej i rozsądnej osoby do zaprojektowania strony firmy w której pracuję :) Branża budowlana - drzwi wew. i zew.Producent.Mam oczywiście ograniczony budżet.Czas realizacji maksymalnie 2 tygodnie.Zainteresowany?</blockquote> <p>Potem, po rozmowie telefonicznej, miła Pani poprosiła mnie, żebym pojechał do niej do Anina. Jasne, co za problem? Umilkła dopiero w momencie, kiedy dowiedziała się, że nie wystawię jej faktury. No tak, miała prawo być zdziwiona, przecież każdy student w Polsce wystawia je od ręki, nie? <p>Osoba, którą teraz zacytuje zachowała się, w przeciwieństwie do powyższych, bardziej rozważnie. Zaproponowała mi pracę, którą jestem w stanie wykonać (np. strony internetowej sam nie zrobię, potrzebny jest do tego grafik). Nie wzięła tylko pod uwagę tego, że wcale nie jestem zainteresowany przyjmowaniem zleceń. Oferta sama w sobie, gdybym tylko szukał pracy/zarobków, byłaby bardzo ciekawa. Kolejnym plusem jest to, że pofatygowała się włączyć klienta pocztowego, przekopiować mój adres do niego i stamtąd nastukać maila. <blockquote><p>Mam już przygotowaną grafikę mojej strony. Łącznie 11 podsatron, przygotowanych pokolenie w Photoshopie. Szukam rzetelnej i kompetentnej osoby, która zajmie się stroną techniczną. Chodzi o pocięcie i zawieszenie strony tak aby zaistniała i funkcjonowała pod moim adresem www. Całość w HTML.</blockquote> <p>Tego typu mail trafia się raz na tydzień. Przyjmując, że każdy wiązałby się z finalizacją transakcji, miałbym szansę wyrobić średnią krajową bez większego wysiłku. No ale to oczywiście teoria, bo nie jestem w stanie spełnić oczekiwań takich osóbek. Przede wszystkim dlatego, że nie mam nikogo, kto zrobiłby grafikę dla projektu. <p>Do całości można jeszcze dorzucić fakt, że przez ostatnie dwa tygodnie dostałem dwie oferty pracy na etacie. Co śmieszne, w skrajnie różnych (humanistycznym i ścisłym) zawodach. Dostałem, czytaj: ktoś mnie znalazł i taką pracę na konkretnym stanowisku zaproponował. <p>No ale to dopiero pierwsza część mojego zdziwienia. Rozumiem, że można się zasugerować stroną i błędnie pomyśleć, że świadczę jakiegoś typu usługi. Zastanawia mnie jednak reakcja osób, którym o zjawisku opowiadam. Nie mogą wręcz pojąć, że zamierzam z tymi ludźmi współpracować. Tak, oferty same do mnie przychodzą i nie muszę wyrabiać dniówki w McDo, a ja pomimo tego z nich rezygnuję. Czy to naprawdę takie nie do pojęcia? <p>Jestem "finansowo stabilny" i dobrowolnie rezygnuję z dodatkowych przychodów, za które mógłbym sobie sprawić nowego <a href="http://blog.olicio.us/index.php/264/nowa-zabawka/">ipoda video</a>, cyfrówkę czy tez rower, który obecnie został zasymilowany przez chaos. ;) Jeśli kogoś to tak bardzo irytuje - proszę bardzo, podaj mi swojego maila i umiejętności, a jeśli potknę się o jakąś ofertę to dam ci znać, zamiast ją od razu odrzucać. <p>No ale żeby spuścić trochę z tonu, bo notka zrobiła się ciężka, zacytuję ostatni list. Notabene został zaklasyfikowany jako spam, więc tylko przez przypadek go odczytałem: <blockquote><p>Hej :) weszlam na Twoja strone dosc przypadkowo, bo przez grono. Jestes b. inteligenty i ambitny, to dobrze. Napisalam, bo milo czasem wymienic pare zdan w ciagu dnia z kims na poziome ;) moj profil gronowy: http://kwaczka.grono.net</blockquote> <p>Na słowo "ambitny", szczególnie w kontekście spraw opisanych w tej notce, na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Fri, 26 May 2006 22:29:12 +0200 http://lebkowski.info/arch/2006/05/korespondencja_klasowa?rss#komentarze http://lebkowski.info/arch/2006/05/korespondencja_klasowa?rss